Biedni Polacy patrzący na Syrię

Uchodźcy w Polsce. Ten temat zaczął budzić emocje. Rozgorzały dyskusje komu mamy pomagać i jak. Przeważają jednak opinie, że nie powinniśmy pomagać. Jeszcze łaskawie zgodzimy się (choć nie wszyscy) na przyjęcie chrześcijan, ale nie ma mowy o pomocy dla muzułmanów i muzułmanek, dla uchodźców i uchodźczyń z Afryki, czy z innych miejsc ogarniętych wojną. Nie widać w tej dyskusji człowieka, osoby potrzebującej. Człowieka który ucieka przed prześladowaniami, torturami, wojną. Zamiast życzliwości, spotyka się z „murem twierdzy Europa”. Przeszkodą nie tylko fizyczną, ale również murem obojętności i nienawiści, stworzonym z opinii i postaw mieszkańców i mieszkanek Polski.

Często w dyskusjach pojawia się aspekt wyznawanej religii. Chrześcijaństwo ma być tym czynnikiem, który sprawi, że osoby potrzebujące, lepiej będą integrować się w Polsce, że spadnie też zagrożenie terroryzmem. Jest to iluzja, idealizowanie jednej grupy, a demonizowanie innej. Wśród chrześcijan, muzułmanów, buddystów, hindusów mamy osoby dobre i złe, kobiety i mężczyzn, osoby z różnym doświadczaniem życiowym. Nie powinniśmy więc wrzucać ich do jednego worka i etykietować, a przed jakąkolwiek oceną, zauważyć osoby, pojedynczych ludzi, szukających w naszej ojczyźnie schronienia przed prześladowaniami, torturami, wojną.



Bo uchodźcy i uchodźczynie to nie migranci ekonomiczni. To osoby przymusowo opuszczające kraj pochodzenia. Często w dyskusji o uchodźcach pojawia się wątek religii. Pozwolę więc sobie na zobrazowanie kim są uchodźcy i uchodźczynie, przytaczając Nowy Testament (Mt. rozdział 2, wers. 13-18). We fragmencie tym opisana jest ucieczka Józefa i Maryi z nowo narodzonym Jezusem do Egiptu. Rodzina ucieka przed śmiercią, jaką zgotował Herod żydowskim dzieciom. Nie mają czasu żegnać się z bliskimi, prosić ich o wsparcie. W nocy pakują się i uciekają. Podróżują przez pustynię, narażając życie, jednak wiedzą, że w ojczyźnie ich dziecko czekałaby pewna śmierć. Ryzykują więc życie swoje i dziecka, aby udać się do bezpiecznego kraju. Ewangelista nie opisał jak zostali przyjęci w Egipcie, a szkoda.

Dzisiejsi uchodźcy i uchodźczynie doświadczają tego samego, co dwa tysiące lat temu przeżyli Józef i Maryja. Ważne jest też to, że kiedy tylko zagrożenie minęło, rodzina z Jezusem wróciła do ojczyzny. Jest to kluczowe, by zrozumieć czym jest uchodźstwo. Moja koleżanka która uciekła z Czeczenii na pytanie „Jak rozwiązać problem uchodźców z Czeczenii w Europie?” odpowiedziała: „Dajcie nam możliwość mieszkania w ojczyźnie – bezpiecznej, autonomicznej, a 80% moich rodaków powróci do Czeczenii.” Podobnie jest z osobami uciekającymi z innych krajów. Osoby te chcą przeczekać wojnę i wrócić, gdy tylko sytuacja się ustabilizuje.

Uchodźcy i tematyka migracji zajmuje ważne miejsce w nauczaniu papieża Franciszka . Papież przypomina czym jest solidarność i jakie ważne jest okazywanie miłosierdzia. Są to konkretne wytyczne dla wszystkich wierzących katolików i katoliczek.

Dziś wróciłem pamięcią do wiersza Czesława Milosza „Campo di fiori”. Z wielkim smutkiem to uczyniłem, bo zobojętnienie na krzywdę ludzką jest coraz większe. W programach informacyjnych widzimy migawki z krajów ogarniętych wojną. Widzimy umierających mężczyzn, kobiety, dzieci. Osoby ginące w morskich falach u wybrzeży Europy. Zniszczone domy, masowe groby. Jednak obrazy te coraz rzadziej wywołują współczucie i chęć pomocy. Za chwile obejrzymy kolejnych tańczących/skaczących/pływających celebrytów, usłyszmy co robi premier, a czego nie robi, obejrzymy kolejne reality show. Obraz cierpienia zaniknie, co opisał pięknie poeta. Karuzela dalej będzie się kręcić. Niestety obecnie nie tylko odwracamy głowę, ale też patrzymy na cierpienie z coraz większą obojętnością. Media, oraz oprawcy z grup typu ISIS starają się wymyślić coraz większe okrucieństwa, aby przykuć naszą uwagę. My jednak obojętniejemy.

Kiedy czytam komentarze pod artykułami dotyczącymi migracji, ogarnia mnie przerażenie. Strach przed terroryzmem powoduje, że odrzucamy wszystkich potrzebujących, widząc w nich zagrożenie. Kilkuletnie dziecko uchodźcze może zostać lekarzem, inżynierem, czy nauczycielem, a komentatorzy widzą zaś tylko jedną opcję - zostanie terrorystą.

Pojawia się również argument, że Polski nie stać na przyjęcie uchodźców i uchodźczyń. „My potrzebujemy pomocy”, „ W Polsce głodują dzieci”, „Musimy dbać o swoje potrzeby”. Naprawdę jesteśmy aż tak biedni? Zajmujemy 27 miejsce w rankingu krajów najbardziej rozwiniętych społecznie jednak nie stać nas na odruch człowieczeństwa i pomoc potrzebującym. Nie zawsze tak było. W latach 1948-1949 w Polsce schronienie znalazło ponad 3600 dzieci z ogarniętej wojną domową Grecji. Łącznie uzyskało schronienie ponad 14000 osób. Nie wymaga przypominania jak wyglądała sytuacja Polski w tamtym okresie, wystarczy spojrzeć na zdjęcia zniszczonej Warszawy, czy innych Polskich miast. Mimo tego, że Polacy i Polki byli w ciężkiej sytuacji ekonomicznej, psychicznej, geopolitycznej (a może właśnie przez doświadczanie biedy i przemocy), pomogli innym potrzebującym.
Zginęła więc gdzieś solidarność, tradycja polska wyrażana w przysłowiu: „Gość w dom, Bóg w dom”. Uległo zapomnieniu to, że Polacy i Polki również byli uchodźcami, czy przymusowymi migrantami. Po powstaniach, rzesze ludzi szukało schronienia w innych krajach: Mickiewicz, Norwid, Chopin - by przypomnieć kilka sławnych nazwisk, jednak nie można zapominać o rzeszach ludzi, o których nie znajdziemy wzmianki w podręcznikach historii. Podobnie było po II Wojnie Światowej, gdy polscy uchodźcy wojenni osiedlali się w krajach Europy zachodniej, w obu Amerykach, ale też znajdowali schronienie na bliskim wschodzie, czy w Afryce. Czas PRL też obfitował w ucieczki i szukanie schronienia w innym kraju. Czy teraz nas nie stać na gest solidarności?

Czytając komentarze i wypowiedzi polityków, ogarnia mnie smutek. Egoizm zastąpił solidarność, chciwość – dzielnie się, strach - braterstwo. Jestem jednak pewien, że można wskrzesić iskrę współczucia. Spojrzeć na drugiego człowieka jako na jednostkę. Niekiedy nie trzeba robić wiele by zmieniać rzeczywistość. Można działać, choćby w Internecie, podpisując petycję do Pani Premier i popierając akcję: Tak dla uchodźców w Polsce , czy też przeciwstawiając się nienawistnym komentarzom, nie pozwalając osobom nietolerancyjnym przejąć przestrzeń publiczną.
Ważnym jest tez okazanie życzliwości. Dobra rada, pomoc, rozmowa, mogą sprawić, że osoby szukające schronienia w Polsce, poczują się tu dobrze. Może to sprawi, że za kilka lat nie będziemy się wstydzili dzisiejszych słów i komentarzy odnośnie uchodźców.
Trwa ładowanie komentarzy...